O fundatorze

O nas » O fundatorze

 

Jan Piekoszewski, syn Konstancji i Michała, urodził się 8 marca 1914 roku w Gołczy. Po ukończeniu szkoły podstawowej (wówczas powszechnej) uczęszczał do Gimnazjum w Miechowie. Był bardzo dobrym uczniem. Szczególnie dobrze radził sobie z łaciną i językiem francuskim. W nagrodę za dobrze zdany egzamin dojrzałości mając 19 lat po raz pierwszy pojechał pociągiem do Krakowa. W 1932 roku rozpoczął naukę w Seminarium Duchownym w Kielcach. Mając dobry słuch prowadził chór seminaryjny. Jako samouk opanował grę na organach, fortepianie i akordeonie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1937 roku. Przez okres 1 roku pracował jako kapelan szpitalny w szpitalu w Miechowie. W 1939 roku rozpoczął studia kanonicze na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie. 21 listopada 1939 r. został aresztowany przez gestapo, a następnie osadzony w więzieniu w Lublinie. Po ośmiu miesiącach pobytu na Zamku wywieziono go do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, a następnie do Dachau. Po uwolnieniu przez Amerykanów 29 kwietnia 1945 roku - ważył 38 kilogramów i był jednym z niewielu księży katolickich, którzy przetrwali cztery lata w obozie. Kiedy doszedł do sił we Francji, rozpoczął starania o powrót do kraju, jednak nie otrzymał zgody. W 1947 roku uzyskał stopień doktora na wydziale prawa kanoniczego Instytutu Katolickiego w Paryżu. Dzień obrony pracy doktorskiej wspominał z ogromnym wzruszeniem, ponieważ na sali, w której odbywała się obrona zawisła polska biało-czerwona flaga obok flagi francuskiej. W 1948 roku wyjechał do Rzymu, a dwa lata później do USA. W 1957 roku uzyskał stopień doktora na wydziale teologicznym Katolickiego Uniwersytetu w Montrealu. Poświęcił się pracy duszpasterskiej i pedagogicznej w Orchard Lake, Detroit i w Buffalo, gdzie pełnił przez wiele lat obowiązki kapelana szpitalnego.

Autor kilku książek wydanych w Paryżu, Londynie i Warszawie:

  1. La Legitimation des Enfants naturels simples par le Mariage subsequent, ed., J. Peyronnet & Cie., Paris 1951.
  2. Le Jeune Eucharistique, ed., J. Peyronnet & Cie., Paris 1952.
  3. The Religious Problem of Refugees in USA, ed., Veritas, London 1960.
  4. Kościół katolicki we współczesnej Ameryce (Stany Zjednoczone), wyd. Katolicki Ośrodek Wydawniczy Veritas, Londyn 1967.
  5. Problemy Polonii amerykańskiej, wyd. Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1981.

Nigdy nie zerwał więzi ze swoim krajem. Wielokrotnie wznawiał prośby o zgodę na wjazd do Polski, bezskutecznie. Dopiero po uzyskaniu obywatelstwa amerykańskiego od 1958 roku zaczął odwiedzać rodzinną Gołczę.

Był obdarzony nie tylko talentem literackim i bystrością umysłu, ale i darem niekonwencjonalności. Gdy zaczął się pojawiać w Gołczy - wprawiał, jak wspomina jego bratanica pani Maria Orłowska, w zdumienie mieszkańców oryginalnym zachowaniem, nie przystającym do uformowanego przez tradycję tradycyjnego wizerunku księdza. "Cóż to za ksiądz ?" - dziwili się gołczanie, że biega (uprawiał jogging), tańczy, gra na fortepianie i akordeonie, a nawet pali cygara. Marii Orłowskiej utkwiło w pamięci, jak wujek wypuszczał kłęby dymu przez okno i nadpalał cygarem stołową ceratę. Miał też krytyczny stosunek do Ameryki, której zarzucał, że zbyt uwierzyła w dolary i "sukces materialny", oddalając się od obcych jej ideałów Europy z jej entuzjazmem dla piękna, artyzmu i sztuki. Sam przyjaźnił się z luminarzami sztuki: między innymi z Witoldem Małcużyńskim, Melchiorem Wańkowiczem, Janem Dobrzańskim, których poznał w Stanach, a następnie nawiązał bliskie kontakty.

Dość często odwiedzał swoją "małą ojczyznę", a w latach 80-tych zakiełkowała w nim myśl o powrocie do tej wsi na stałe. Równocześnie zamarzył, żeby pozostawić po sobie coś trwałego. Wtedy padła propozycja by wybudować dużą piękną bibliotekę. Darczyńcą miał być właśnie ksiądz doktor Jan Piekoszewski. Powstał Społeczny Komitet Budowy Biblioteki, ale ksiądz znów wyjechał do Stanów i sprawa przeciągnęła się o rok. Podczas kolejnych odwiedzin w Gołczy zaoferował na budowę 20 tysięcy dolarów. Wkrótce okazało się, że budowa biblioteki jest pod znakiem zapytania. Według ówczesnych przepisów prawnych, każda darowizna obciążona była ogromnym podatkiem. Po różnych perturbacjach związanych z próbą obejścia fiskusa, wyjazdach gołczan do ministra finansów i rozmowach z dyrektorem Izby Skarbowej w Krakowie, udało się przechytrzyć przepisy. Po prostu fundusze na bibliotekę ksiądz wpłacił na konto swej rodziny, a ta sukcesywnie wypłacała dolary na budowę. Budowa mogła ruszyć. Pierwsze prace rozpoczęto w 1988 roku. Kierownikiem robót został inż. Edmund Herian, a w skład komitetu budowy weszli: Edward Galicki, Andrzej Gugała, Tadeusz Kmita, Maria Orłowska, Stanisław Wójcik.

Ksiądz Jan podczas pobytu w Polsce osobiście doglądał wykonywanych robót, wchodził na dach, by sprawdzić czy prace idą tak jak zaplanowano.

 

 

Fundator biblioteki na tle budynku w stanie surowym.

Ponieważ kurs dolara zmieniał się z roku na rok - koszty rosły, ksiądz musiał jeszcze dopłacić 6 tysięcy dolarów, a gmina 850 tysięcy złotych, zanim budynek był gotowy do oddania w listopadzie 1993 roku. W międzyczasie, w roku 1991, ksiądz zdecydował się na zawsze opuścić Buffalo i osiąść w Gołczy. Nie żałował nigdy tego kroku. Często w ostatnich latach życia powtarzał cytat z Wańkowicza, że jeżeli dorosły człowiek opuści kraj rodzinny nigdy nie będzie szczęśliwy, "będzie ryczał z tęsknoty". Sam miał okazję w Ameryce obserwować znanych Polaków, którzy umierali w osamotnieniu w domu starców, a ich pogrzeb odbywał się bez świadków.

Gdy wręczano mu w domu rodzinnym dyplom od wojewody krakowskiego z podziękowaniem za piękny gest, mówił o swojej wielkiej tęsknocie za krajem, o codziennym czytaniu Pana Tadeusza, kupowaniu płyt Szopena i nostalgii. Mówił też z goryczą o nowej polskiej emigracji z lat 80-tych, która zrywa wszelkie kontakty z mową i obyczajami kultywowanymi przez emigrację. Zapomina o starej ojczyźnie, nic dla niej nie chcąc uczynić. Sam swoje oszczędności przeznaczał parokrotnie, to na KUL, to na Dom Księży Emerytów w Kielcach, to na kaplicę cmentarną na miejscowym cmentarzu, to wreszcie na bibliotekę w Gołczy.

 

Podziękowanie fundatorowi biblioteki ks. J. Piekoszewskiemu.

Biblioteka stoi w centralnym punkcie wsi, bo takie było życzenie fundatora. "Niech go będzie widać. Jak będę wjeżdżał do wsi, to chciałbym go zobaczyć." - mówił ksiądz Jan. Miał pomysł, by wzorem amerykańskim umieścić na dachu polską flagę. Kiedy prace były już na ukończeniu, księdzu Piekoszewskiemu choroba zaatakowała oczy. Już tylko dzwonił pytając, co dzieje się na budowie. Kilka miesięcy zabrakło, by ociemniały już wtedy ksiądz Jan mógł od środka zobaczyć swój pomnik. Nie przyszedł nawet na uroczyste otwarcie biblioteki w dniu 10 listopada 1993 roku. Ironia losu - fundator nie wie jak wygląda jego dzieło. Zmarł 6 grudnia 1993 roku, w miesiąc po otwarciu nowego gmachu biblioteki.

 

Uroczyste otwarcie nowego gmachu biblioteki

Rok później 9 grudnia 1994 roku w dowód wdzięczności biblioteka otrzymała imię swojego fundatora księdza doktora Jana Piekoszewskiego. Spełniły się jego marzenia aby w rodzinnej wsi została po nim pamiątka w postaci nie tyle budynku co "wiedzy" dla potomnych.